IMG_3033

O diabłach, aniołach i artyście, który widzi rzeczy ukryte w drewnie

Styczeń 19, 2013

Ikona na świńskim korycie, gamoniowate anioły i sprytne diabły, Matka Boska Furmańska i św. Bibiana patronka kaca, o której Kościół wolałby zapomnieć. Wszystko to na drewnie z duszą, z którym czas nie obszedł się łagodnie.  Bigoci pienią się, że to profanacja ale ja wpadłem w zachwyt, co nie zdarza mi się często.

Te sfatygowane kawałki drewna do mnie przemawiają. Ożywia je i wydobywa z nich piękno oraz  treść Zdzisław Pękalski, artysta, bieszczadnik, antropolog i archeolog amator, po części gawędziarz, a to tylko wierzchołek góry lodowej, aby go poznać trzeba by z nim zjeść dużą beczkę soli i pewnie solidnie ją zapić a i to mogło by okazać się zbyt mało. Jego prace jednych zachwycają, innych gorszą, ale zyskały uznanie biskupów i papieża Benedykta XVI. W jego galerii odprawiano nawet msze.

W Hoczwi, tuż pod Leskiem, mieści się Galeria Sztuki Zdzisława Pękalskiego. Słyszałem o nim sporo, czas przekonać się na własne oczy. Przy okazji małego wypadu w Bieszczady zajrzałem do galerii. Przywitał mnie sam twórca, Zdzisław Pękalski, bo galeria mieści się u niego w domu, a w zasadzie w zaadaptowanej, porozbiorowej piwnicy.

Gospodarz najpierw prowadzi mnie do swojej pracowni. Tu piętrzą się sterty zaczętych prac, narzędzi, farb, pędzli i drewna. W ten artystyczny nieład pełen godności, spokój wprowadza kotka artysty Nocka, czarna jak noc. Na ścianach obrazy, ikony, płaskorzeźby, pamiątki i antyki. Krajobraz magiczny, a czaruje Zdzisław Pękalski.

- To co robię obraca się wyłącznie wokół tematyki religijnej – zaczyna artysta.

W mojej twórczości najważniejsze jest drewno, uwielbiam drewno sfatygowane, zniszczone, takie które ma historię – dodaje.

Ale dlaczego akurat takie drewno? – Zacząłem od malowania ikon według klasycznego kanonu, jednak w pewnym momencie zafascynowały mnie ikony, na których czas odbił swoje piętno – wyjaśnia artysta.

Zacząłem wprowadzać zniszczone, nadpalone drewno i wykorzystywać jego bogatą fakturę. Wystarczy mi spojrzeć na kawałek drewna, jego stan, kształt, kolor, układ słoi i  już wiem co chcę na tym kawałku namalować. Zdarza się, że nie trzeba dużo malować, układ słoi może mieć kształt, który wystarczy tylko wydobyć. Można powiedzieć, że malarstwo stosuję jako uzupełnienie do deski, do tego co natura stworzyła.

Galeria Zdzisława Pękalskiego mieści prace z różnych okresów jego twórczości. Są tutaj na przykład rzeźby sprzed wielu lat, których forma wynika z fascynacji legendami i baśniami bieszczadzkimi. Pojawiają się na nich wiedźmy i zbóje oraz oczywiście diabły, czarty, biesy i czady. Właśnie diabły w pewnym momencie zdominowały twórczość Zdzisława Pękalskiego. Biesy te były nie byle jakie, bo ukazujące ludzkie słabości i łatwość z jaką się im poddajemy. W końcu obok czartów zaczęły pojawiać się anioły, najpierw nieśmiałe i gamoniowate, bezradne wobec siły i sprytu biesów. Z czasem jednak anioły Zdzisława Pękalskiego przeszły metamorfozę, stały się czartom równe i w końcu pobiły je na głowę i             występują teraz samodzielnie, jako istoty piękne, pełne godności, czasem zadumane. 

W okresie Stanu Wojennego artysta malował alegoryczne obrazy, w których to występowały polityczne i moralizatorskie akcenty. Teraz twórczość Zdzisława Pękalskiego to tylko tematyka religijna. Wizerunku Jezusa, Matki Świętej z Dzieciątkiem i świętych oraz oczywiście anioły. W galerii odsłania przed gośćmi magiczny świat swojej twórczości.

Schodzimy do  piwnicy. Mrok, w którym majaczą niewyraźnie wizerunki świętych. Nasz gospodarz zaczyna zapalać świece. Jedna za drugą, oświetla piwnice i odsłania niesamowite wizerunki malowane na drewnie, które wielu uznałoby za śmieć, a w najlepszym wypadku za antyk. Ikony malowane są na deskach z chałup wyłowionych z Jeziora Solińskiego, deskach i gontach ze spalonych cerkwi. Są też ikony na świńskich korytach, starych drzwiach, deskach ze podłóg.

Zdzisław Pękalski snuje swoją opowieść głosem i tonem przypominającym najlepsze role teatralne Daniela Olbrychskiego. Odsłania przede mną historie tajemniczych zapomnianych bieszczadzkich legend. Wydobywa z zapomnienia świętych, o których Kościół wolałby zapomnieć. Wśród nich św. Bibianę, patronkę kaca, która została usunięta z indeksu świętych. Jednym z atrybutów, którym artysta posługuje się opowiadając legendy o diabłach jest czarcia czaszka, z kształtu ludzka, ale zwieńczona sporymi ostrymi rogami. Miałem okazję sprawdzić czy jest prawdziwa, ale to co odkryłem niech pozostanie moją tajemnicą…

To co spaja tę twórczość to Bieszczady, ale historia artysty, równie barwna jak jego twórczość nie zaczyna się Hoczwi, ale we Lwowie, gdzie w trakcie wojny urodził się artysta. Podczas “wędrówki ludów” jaką zgotował mieszkańcom tej części Europy Józef Stalin z towarzyszami, rodzina Pękalskich została przygnana w granice nowej stalinowskiej Polski.

– Wieźli nas towarowymi wagonami, podczas postoju w Przemyślu ojciec wysiadł z wagonu po wodę – wspomina artysta – wrócił i powiedział do matki “Jakie piękne miasto i ludzie gadają podobnie do nas” i tak zostaliśmy w Przemyślu.

Z Przemyśla w Bieszczady nie było już daleko. Zdzisław Pękalski wspomina tamte czasy kiedy Bieszczady spowite były tajemnicą, krążyły najróżniejsze pogłoski, kryli się w nich bandyci, przestępcy, garstki ukraińskich partyzantów. Milicja bała się zapuszczać w te ostępy. W takiej atmosferze zaczął się flirt młodego jeszcze wtedy chłopaka z Bieszczadami. Wycieczki z kolegami w zupełnie dziki i niebezpieczny teren. Aura tajemnicy wciągnęła go bez reszty i tak flirt przerodził się w miłość.  W końcu 1962 roku Zdzisław Pękalski po skończonych studiach pedagogiczno – artystycznych osiadł w Bieszczadach i pracował przez lata jako nauczyciel i spełniał się jako artysta.

- Inspirację czerpię z Bieszczad – mówi artysta. W jego twórczości wyraźnie widać wpływ sztuki pisania ikon, sztuki ludowej, a także legend i baśni Bieszczadzkich. Te dzieła są jak Bieszczady, czasem tajemnicze i mroczne, podszyte bogata historią, szczyptą dramatu i cierpienia, a jednocześnie piękne i dostojne. O tym trudno pisać to trzeba zobaczyć i poczuć atmosferę galerii, pracowni oraz podwórka pełnego rzeźb.

- Robię też trochę i na sprzedaż, ale tego co jest w galerii nigdy nie sprzedam – mówi artysta. W galerii księża odprawiali msze, dlatego też artysta traktuje to miejsce jak kaplicę -     a przecież wyposażenia kościoła się nie sprzedaje – dodaje.

Do galerii można zajrzeć w odwiedziny, tylko trzeba się wcześniej umówić z gospodarzem, ale jest on otwarty na odwiedzających. Myślę że warto zobaczyć jak deska z cerkiewnej podłogi, kawałek blachy z nieistniejącej już karczmy, stare podkowy i hufnale zmieniają się w dzieła sztuki.

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress